Ciężko wyobrazić sobie funkcjonowanie w społeczeństwie bez handlu. Wydaje się, że był on z nami niemal od zawsze, a tuż u jego boku stać musiał przecież jakiś „pradziad marketingu”. Przyjrzyjmy się więc jego długiej, pełnej zwrotów i barwnych postaci, historii.

Historia marketingu w pigułce

Początki początków

Marketing jest jednym z tych zjawisk, których początki ciężko konkretnie umiejscowić na osi czasu. Wielu historyków uważa jednak, że jako ​​koncepcja powstał już w 1500 roku p.n.e., kiedy społeczeństwa Mezopotamii rozpoczęły masową produkcję dóbr wymagających kontroli jakości.

Poszczególni producenci towarów stemplowali swoje wyroby znakiem unikatowego podpisu, co moglibyśmy uznać za najwcześniejszą formę logo. Znak ten przypominał wczesnym konsumentom, że określony produkt pochodzi od określonego sprzedawcy lub kupca i że w przyszłości mogą zwrócić się do niego po towary o tej samej jakości.

Praktyka ta zyskiwała na znaczeniu, a jej wybuch przypada na okres rozwoju handlu między różnymi krajami i społeczeństwami.

Druk – absolutna branżowa rewolucja!

Kolejnym milowym krokiem w rozwoju uniwersum reklamy i marketingu było wynalezienie druku przez Jana Gutenberga. Od momentu tego XVI-wiecznego przełomu producenci dóbr mogli przekazywać informacje na temat swojej marki za pomocą słów, tworząc bardziej rozbudowane opisy, odnoszące się do rzeczy innych niż tylko ich produkt. Co więcej, rozwój i popularyzacja form pisanych sprawiły, że mogli oni nagle dotrzeć do grup odbiorców, które dotychczas były dla nich niedostępne.

Czcionki drukarskie
(fot. Camerado / iStock / Getty Images Plus / Getty Images)

Pierwsze reklamowe szaleństwa i wielkie fortuny

Potrzeba dzielenia się informacjami, raz rozbudzona, była już nie do poskromienia i z tego względu zaczęto szukać rozwiązania pozwalającego dotrzeć do jak największej liczby osób na jednym geograficznym obszarze. 

Tak oto w XIX wieku zapoczątkowano więc tworzenie billboardów na ulicach, które bardzo szybko stały się najpopularniejszą formą reklamy. Do billboardów nie ograniczył się jednak jeden z największych geniuszy marketingu, Benjamin Babbitt, który dzięki swojej kreatywności i spostrzegawczości dorobił się fortuny na… mydle. 

Miał niewiarygodne wyczucie i zrozumienie dla mechanizmów, którymi rządzi się reklama, wiedział jak ważne jest tworzenie marki i rozbudzenie w konsumentach potrzeby posiadania danego produktu. Zapraszał ludzi na wycieczki po swoich fabrykach, rozdawał bezpłatne próbki i reklamował się na jeżdżących po mieście samochodach hasłami: „Mydło dla wszystkich narodów” i „Czystość to skala cywilizacji”.

W jego ślady lawinowo zaczęli iść kolejni przedsiębiorcy, zainspirowani pomysłowością i ogromnym sukcesem.

Rozdział najnowszy

Centrum miasta i billboardy reklamowe
(fot. Alexander Spatari / Stone / Getty Images)

Marketing taki, jaki znamy współcześnie, miał szansę rozkwitnąć jednak na dobre dopiero w XX wieku, kiedy zaczęły pojawiać się nieznane dotąd formy masowego przekazu, jak choćby reklama radiowa czy telewizyjna. Ubiegłe stulecie to również czas rozwoju nauk społecznych, w którym to zaczęto tworzyć rozliczne teorie, definicje i zasady rządzące światem reklamy.

Ważnym momentem było pojawienie się na scenie postaci Philipa Kotlera, amerykańskiego ekonomisty i wykładowcy. Swoje zawodowe życie poświęcił marketingowi. Mimo, że stanął przed trudnym zadaniem uporządkowania branżowych zasad w okresie, w którym produkcja hulała w najlepsze i zaczynał rozkręcać się amerykański kapitalizm, sprostał mu.

Jego obszerne dzieło „Marketing” do dziś jest cytowane i uważane za jedno z najważniejszych, ponieważ otworzyło przed opinią publiczną zupełnie nowy, procesowy sposób myślenia o reklamie.

Na rodzimym podwórku

W XX wieku w Polsce marketing również rozwijał się, choć może nie tak prężnie, jak w krajach pozbawionych socjalistycznego wpływu. Warto wspomnieć o postaciach profesorów Jerzego Altkorna oraz Tadeusza Sztuckiego. 

Pierwszy oprócz rozwijania nauki o handlu mocno akcentował potrzebę utworzenia odpowiednich, solidnych fundamentów do nauczania marketingu, chcąc przygotować kraj na lata po wyzwoleniu. To właśnie on współtworzył także polską szkołę marketingu.

Drugi z kolei uwielbiał mówić, uważał też, że charyzma i siła przebicia to kluczowe zwiastuny sukcesu w reklamie. Był przebojowym nauczycielem, Babbittem znad Wisły, przekazującym filozofię marketingu jako dziedziny, gdzie nie liczy się sam produkt, ale tak samo ważne są kontekst i narracja.

Zdjęcie główne artykułu: fot. Photographer, Basak Gurbuz Derman / Moment / Getty Images

Zostaw komentarz
Wyślij komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *