„Ałchan”, „aple” czy „hujałej” – kto z nas nie słyszał tych haseł, chociażby w rozmowie ze swoimi rodzicami czy dziadkami. To jednak jedynie wierzchołek góry lodowej jeśli chodzi o błędnie wymawiane nazw zagranicznych brandów.

Najpopularniejsze zagraniczne marki, które łamią języki Polaków.

Wolny rynek i globalizacja sprawiły, że międzynarodowe marki towarzyszą nam na co dzień. Robimy zakupy w zagranicznych supermarketach, jeździmy zagranicznymi samochodami, korzystamy z urządzeń technologicznych międzynarodowych korporacji. O ile część z nich ma nazwy, które z łatwością przychodzi nam wymawiać, istnieje także spora grupa nazw tak egzotycznych lub odmiennych fonetycznie od języka polskiego, że na przestrzeni lat stworzyliśmy sobie rodzime odpowiedniki. Przedstawiamy najpopularniejsze zagraniczne marki, których wymowa jest dla nas niezwykle problematyczna i prowadzi do popełniania błędów.

1. Levi’s, czyli liwajs

Mężczyzna trzymający gazetę
(fot. Ty Williams, źródło: unsplash.com)

Ciężko zacząć od innego przykładu, który jest wręcz sztandarowy dla tego językowego problemu. Wszystko za sprawą kultowego filmu „Dzień świra”, którego bohaterowie w pamiętliwy sposób uświadomili Polaków o popełnianym fonetycznym błędzie. Ta popularna marka zasłynęła z produkcji spodni dżinsowych, najpierw robiąc je dla robotników, a następnie otwierając się na komercyjnego klienta i wchodząc do kanonu popkultury. Nazwę „Levi’s” wymawiamy „liwajs”.

2. Adobe, czyli adobi

Popularna amerykańska marka zajmująca się produkcją oprogramowania komputerowego. Z jej produktów korzysta niemal każdy, ale mało kto w Polsce poprawnie wypowiada jej nazwę. Poprawnie brzmi ona „adobi”, a nie – wbrew przekonaniu większości – „adołb” czy „adobe”.

3. Wittchen, czyli… witchen

Jedne marki próbujemy wypowiadać bezpośrednio, z innymi z kolei na siłę próbujemy różnych skomplikowanych form i udziwnień. W przypadku firmy Wittchen wszelkie niestandardowe próby to błąd. Jest to bowiem polska firma galanteryjna, której nazwa powinna być wypowiadana nie inaczej jak zwyczajnie „witchen”.

4. Yves Saint Laurent, czyli iw sę lorą

Szminka
(fot. Nada Gamal, źródło: unsplash.com)

Francuska firma działająca w branży modowej i kosmetycznej wzięła swoją nazwę od nazwiska jej założyciela i głównego projektanta. Z pewnością miłośnicy produktów z najwyższej półki kojarzą ich logo, które pojawia się na torebkach i perfumach. Nazwę tej marki wymawiamy jako „iw sę lorą”.

5. Auchan, czyli oszą

Podobnie jak inne francuskie sieci sklepów, ten również od lat sprawiał Polakom duże trudności. Nazwa supermarketu również stała się jednym ze sztandarowych przykładów tego, jak nie powinno się wymawiać zagranicznych słów i doczekała się wielu derywatów, takich jak chociażby „oszołom”. Mimo, iż w tym konkretnym przypadku większość z nas nie ma już wątpliwości, grzechem byłoby nie zaznaczyć ponownie – poprawna wymowa to „oszą”.

6. Huawei, czyli łałej

Od pewnego czasu rynek zalewają gadżety technologiczne z dalekiego wschodu, których nazwy dorzuciły niejedną cegiełkę do problemów Polaków z wymową. Mimo pewnych problemów wizerunkowych, smartfony firmy Huawei nadal cieszą się wśród naszych rodaków dużym uznaniem. Warto zatem wiedzieć, jak poprawnie posługiwać się nazwą tej marki. Podpowiadamy – „łałej”.

7. Decathlon i Quechua, czyli dekatlą i keczła

Namiot przy zachodzie słońca
(fot. Kevin Ianeselli, źródło: unsplash.com)

Miłośników sportu i szeroko rozumianych aktywności na świeżym powietrzu stale przybywa. O ile istnieje na rynku sporo zagranicznych firm produkujących różnego rodzaju sprzęty outdoorowe, żaden z nich do tej pory nie zyskał takiej popularności jak sieć sklepów Decathlon. Firma oferuje różnorodny sprzęt w bardzo zróżnicowanych cenach, dzięki czemu szybko zyskała zaufanie i popularność wśród klientów w całej Europie. O ile Decathlon nie sprawia aż takich trudności jeśli chodzi o wymowę, jego marka-córka robi to z całą pewnością. Następnym razem, natrafiając na dziwoląga, którym jest Quechua, pamiętajcie, że to po prostu „keczła”.

Przykłady tego typu można by mnożyć w nieskończoność, mamy przecież jeszcze takich gigantów jak Xiaomi („siaomi”), Leroy Merlin („lerła merlę”), Givenchy („żiwęszi”), Apple („ejpl”), Balenciaga („balensiaga”), czy Škoda („szkoda”). Pojawia się jednak pytanie, czy korygowanie tych spolszczeń jest naprawdę potrzebne. Oczywiście, w rozmowie biznesowej czy podczas zagranicznej podróży warto wiedzieć, jaka jest ich prawidłowa nazwa, ale używanie rodzimych odpowiedników w kraju bywa zabawne i wręcz rozczulające. Czasem wystarczy tylko pozbyć się niepotrzebnego kompleksu niższości i docenić polską kreatywność.

Zdjęcie główne artykułu: fot. Nathaniel Shuman, źródło: unsplash.com

Zostaw komentarz
Wyślij komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *